28. „Nie robię fryzur z magazynów modowych. Szczera rozmowa z Krystianem Wojewodą — jednym z najlepszych fryzjerów w Polsce”

Krystian Wojewoda to jeden z najbardziej innowacyjnych i cenionych fryzjerów w Polsce, od lat uznawany za jednego z najlepszych stylistów w kraju. Po sześciu latach pracy jako fryzjer męski rozwijał się w prestiżowej francuskiej sieciówce, gdzie szkolenia na produktach L’Oreal zaowocowały 3. miejscem na Mistrzostwach Europy „Les Figaros de la Coif”, zdobytym w wieku zaledwie 22 lat. Intensywne lata rozwoju, nieustanne szkolenia i praca na najwyższym poziomie sprawiły, że szybko zbudował ogólnopolską renomę.
Dziś, wspólnie z Mariolą Śnieg , prowadzi Krystian Wojewoda Studio Hair Design w Łodzi– miejsce znane z innowacyjnych technik, pracy na najlepszych produktach i najwyższych standardów, które przyciąga klientów z całego kraju.
Jak wspominasz swoje początki i moment, w którym uwierzyłeś, że
fryzjerstwo jest Twoją drogą?
Zawsze powtarzam, że moja historia jest mało „romantyczna”, choć w pełni prawdziwa.
Wcale nie miałem zostać fryzjerem – składałem papiery do szkoły stolarskiej. Wszystko
zmieniło się pewnego dnia, kiedy poszedłem się obciąć do salonu pani Teresy
Baranowskiej, u której później spędziłem trzy lata jako uczeń.
W salonie pracowały wtedy trzy wyjątkowe kobiety – Basia, Agnieszka i Anita. Jako
czternastolatek byłem nimi kompletnie oczarowany. Stres mieszał się z fascynacją, więc
nagle – trochę z nerwów – zapytałem, co trzeba zrobić, żeby zostać fryzjerem. I tak to się
zaczęło.Mozna wiec powiedziec ze do fryzjerstwa trafiłem przez..piękne kobiety.
Prawdziwy impuls przyszedł jednak chwilę później. Trafiłem na trzy tygodnie do szpitala
dermatologicznego. Wśród dzieciaków, które długo tam przebywały, zaczęły ustawiać się do
mnie kolejki. Koleżanka przyniosła mi nożyczki i grzebień, zamykałem się z chłopakami w
łazience i strzygłem. Wtedy pierwszy raz poczułem, że naprawdę umiem.
Po powrocie do salonu obciąłem kolegę z podstawówki – na własną rękę. Gdy pani Teresa
tylko minimalnie poprawiła detale i powiedziała, że „mam dar”, to zdanie zostało ze mną na
lata. Już jako piętnastolatek powtarzałem, że „zrobię wszystko, żeby być najlepszym
fryzjerem w Polsce” – i przez następnych 29 lat konsekwentnie na to pracowałem.
Twój salon jest dziś jednym z najlepszych w kraju. Jak wyglądała droga
do jego stworzenia?
Przez pierwsze lata byłem tylko fryzjerem męskim, bo nie znosiłem modelowania. Wszystko zmieniło się, gdy trafiłem do świetnego salonu sieciowego, gdzie szkolenia stały na bardzo wysokim poziomie. Szybko zauważyłem,
że tempo pracy i precyzja wyróżniają mnie na tle innych – szkolenia kończyłem jako
pierwszy, a trenerzy mieli coraz mniej do poprawy.
Miałem też okres, w którym pracowałem po kilkanaście godzin dziennie na trzech etatach: w
salonie, w szkole fryzjerskiej i jako szkoleniowiec. To był hardcore, ale właśnie wtedy
zrobiłem największy progres. Firmy wysyłały mnie na prestiżowe szkolenia w Europie,
zdobywałem nowe umiejętności i doświadczenie, w tym trzecie miejsce na konkursie w
Paryżu.
W 2009 roku poczułem, że nadszedł moment na własny salon. Zdecydowałem, że stworzę
największy salon w Łodzi. I to się udało. Dziś jestem dumny, że prowadzimy miejsce, o
którym mówi się jako o jednym z najlepszych w Polsce.
Tworzysz nie tylko fryzury, ale małe dzieła sztuki. Jak wygląda Twój
kreatywny proces przed cięciem?
Po 29 latach pracy stworzyłem własny, bardzo skuteczny zestaw pytań konsultacyjnych.
Dzięki nim dowiaduję się, jak klientka pielęgnuje włosy, jak je stylizuje, jakie ma nawyki i
oczekiwania. Kluczowe jest to, by fryzura była spójna z jej codziennością – nie ma sensu
robić czegoś, co wymaga 20 minut modelowania, jeśli klientka nie znosi używać suszarki.
W pracy często korzystam ze zdjęć – to bardzo ułatwia komunikację. Z zdjęć wyciągam
konkret: kształty, długości, kierunki, faktury.
Potem analizuję włosy: gęstość, porost, podatność, różnice między partiami, „wichry”,
słabsze miejsca. Strzygę zawsze dwa razy – pierwszy raz na mokro, drugi raz na sucho,
dopracowując każdy szczegół. Niektórzy twierdzą, że na sucho się nie poprawia, ale ja
uważam, że dopiero wtedy można „wyszlifować diament”.
Pracujesz z Mariolą Śnieg – świetną kolorystyką. Jak wygląda Wasza
współpraca?
Mariola jest ze mną od początku swojej kariery. Najpierw była kolorystką, potem
menedżerką, a dziś jest moją wspólniczką.
Nasza współpraca działa idealnie, bo każda z nas robi to, co kocha. Ja strzygę, Mariola
farbuje. Dzięki temu ja mogę obciąć nawet 10–14 osób dziennie, a ona wykonać 5 bardzo
dopracowanych koloryzacji. To daje nam doświadczenie, które trudno osiągnąć, robiąc
wszystko samemu.
Konsultacje prowadzimy zawsze razem – każde z nas ma swój zestaw pytań, swoje
spojrzenie. Dwie głowy to mniejsze ryzyko pomyłki i większa kreatywność. Często bywa tak,
że ja wymyślam świetny pomysł, a Mariola proponuje jeszcze lepszy. I to jest magia
współpracy.
Reklamacji praktycznie nie mamy.
Wasz salon wyróżnia się unikalnym, artystycznym klimatem. Co
było inspiracją przy jego tworzeniu?
To prawda – salon mocno się wyróżnia. ,jest surowy, industrialny, a jednocześnie ocieplony
ogromną ilością roślin, które kocham całym sercem.
Salonu szukałem ponad dwa lata. Dziesiątki obejrzanych przestrzeni, setki ogłoszeń…
chciałem miejsca idealnego, przyszłościowego. Bo nie planuję otwierać kolejnych salonów –
ten miał być tym jedynym.
Inspirował mnie prawdziwy łódzki klimat –bo kocham swoje miasto. Fabryki, cegła, beton, a
do tego coraz więcej zieleni.
U mnie jest więc czarna cegła, konsolki i przyborniki spawane z blachy, zardzewiała stal,
betonowa ściana porośnięta ogromnymi filodendronami, spalone deski na suficie w
poczekalni. W farbiarni stoi wielka drewniana belka, która przez prawie 200 lat była
elementem konstrukcyjnym tych budynków – dostałem ją od właściciela obiektu. Do tego 5
metrów wysokości i 200 m² przestrzeni z 9 stanowiskami do strzyżenia, 5 w farbiarni i 6
myjniami.
Kocham fabryki i industrial. Jako dzieciak latałem po opuszczonych halach – to był mój plac
zabaw. Ten klimat mam po prostu we krwi.
W Twojej opinii – czym różni się artystyczne cięcie od klasycznego
fryzjerstwa?
Ja ujęłabym to inaczej: czym różni się cięcie artystyczne od rzemieślniczego?
Rzemieślnicze cięcie to praca według narzuconych schematów. A ja tego po prostu nie
znoszę.Od zawsze miałam bardzo luźne podejście do wszelkich ograniczeń. Kiedy słyszę, że kręconych włosów „nie wolno” strzyc degażówkami czy nożem – robię dokładnie odwrotnie. I paradoksalnie właśnie za pracę z kręconymi włosami najbardziej cenią mnie w Łodzi.
Najbardziej frustruje mnie to, że wielu fryzjerów włosy obcina, ale ich nie wykańcza. Pracują
według wzorca: ustawiają pasmo pod z góry ustalonym kątem, odcinają… i to koniec. A
gdzie pasja? Gdzie degażowanie, efilowanie, zdejmowanie
ciężaru, nadanie lekkości?
Klientki często przychodzą do mnie niezadowolone po innych wizytach. I wiesz co? Bardzo
często widzę, że fryzura jest wykonana poprawnie. Tylko… brakuje jej
dopracowania,wykończenia i charakteru.
I właśnie tym jest dla mnie artyzm w cięciu — wykończeniem, szlifem, nadaniem fryzurze
lekkości, harmonii i osobowości.
Ja nie zastanawiam się długo, czy dana fryzura będzie do kogoś pasować. Ja po prostu
widzę ją na tej osobie od razu — oczami wyobraźni.
Jak budujecie atmosferę i standardy obsługi w swoim zespole?
Przede wszystkim – u mnie się nie „panuje”. Jeśli klientka zwraca się do mnie per „pan”,
natychmiast odpowiadam: „Jestem Krystian, mówmy sobie na ty”. Nawet najmłodsi klienci
mówią do mnie po imieniu i to naprawdę skraca dystans. Dzieciaki mnie uwielbiają, bo
jestem dla nich „ziomek Krystian”, a nie oficjalny „pan Krystian”, który tworzy niepotrzebną
barierę.
Ten luz idzie jednak w parze z pełnym profesjonalizmem. Pracuje ze mną osiem fryzjerek z
najwyższej półki, z których część ma 30–40 lat doświadczenia. Z młodszymi stylistkami
przez pierwszy rok pracuję ramię w ramię – uczestniczę w konsultacjach, wspieram je i
zawsze osobiście kontroluję finalny efekt.
Jakie marzenia – artystyczne i zawodowe – są jeszcze przed Tobą?
Chciałbym wrócić do prowadzenia szkoleń. W nowych szkoleniach postawię na pracę
nożem chińskim i degażówkami oraz na cięcie bez szablonów – z pełnym zrozumieniem
każdego ruchu, a nie schematycznie.
Moim celem jest uczyć bardziej artystycznego podejścia do cięcia oraz technik, które są
szybsze, prostsze i bardziej precyzyjne niż te, których sam uczyłem się na początku kariery.
Krótko mówiąc – moim największym marzeniem zawodowym jest powrót do szkolenia
fryzjerów.
facebook.com/KrystianWojewodaHairDesign
Dziękuję za rozmowę, Magdalena Smielewski

