12. Źródło Życiowej Energii

Anna Mazurczyk mentorka zdrowia, ekspertka żywności funkcjonalnej i dietetyk kliniczny – od ponad dekady inspiruje Polaków do życia w zgodzie z naturą. Pokazuje, jak zielone pożywienie potrafi wzmacniać ciało, energię i świadomość. Jej własne uzdrowienie dzięki sokowi z młodego jęczmienia i chlorelli stało się początkiem misji, którą dziś realizuje w szerokiej skali. Jest autorką książek „Przebudzenie do zdrowia – Wysokowibracyjne pożywienie” oraz „Przebudzenia do mocy – Księgi cudów”. Stworzyła także audiobook, w którym w przystępny sposób obala żywieniowe mity i dzieli się praktyką. Certyfikowana mówczyni i coach Maxwell Leadership, edukatorka i pasjonatka natury oraz fizyki kwantowej. Prowadzi kanał YouTube „Anna Mazurczyk – Przebudzenie do zdrowia”, regularnie pojawia się w niezależnych mediach, a jej misją jest… zazielenić całą Polskę.
Jak wyglądało Twoje „przebudzenie do zdrowia”? Czy pamiętasz moment, kiedy zrozumiałaś, że chcesz dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi?
Moje przebudzenie nie było jednym spektakularnym momentem, a raczej serią małych „przebłysków”, które z czasem ułożyły się w klarowny obraz. Zaczęło się od obserwacji: widziałam, jak ludzie cierpią na sytuacje, którym można było zapobiec. Jak brakuje im energii, jak żyją na autopilocie. A przecież ciało zawsze wysyła sygnały. Kiedy odkryłam zieloną żywność, czyli sok z jęczmienia i chlorellę, które uzdrowiły moje dzieci, nastąpiła we mnie wewnętrzna przemiana. Poczułam, że to jest coś, czego nie mogę zatrzymać tylko dla siebie. Zrozumiałam, że moją rolą jest przypominanie ludziom o ich własnej sile i że zdrowie nie jest luksusem dla elit, tylko fundamentem dobrego życia.
W pewnym momencie pojawiło się poczucie misji, a nie tylko pasji. I wtedy już nie mogłam inaczej. A jak można przeczytać w mojej książce: „Zatrzymywanie wiedzy tylko dla siebie jest skrajnym egoizmem.”
Twoja filozofia opiera się na prostocie natury. Co w niej najbardziej Cię fascynuje i dlaczego uważasz, że właśnie w naturze kryje się nasza największa siła?
Natura jest genialna w swojej prostocie. Nie potrzebuje udowadniać, że działa, bo ona po prostu działa. Nie kombinuje, nie tworzy sztucznych dróg na skróty. Daje dokładnie to, czego ludzkie ciało potrzebuje: minerały, enzymy, chlorofil, mikroelementy. No i spokój. Ludzie zapomnieli, że spokój jest w naturze, w lesie, na łąkach, nad morzem. Odprężenia szukają w przewijaniu kolejnych rolek, w cukrze, alkoholu.
Fascynuje mnie to, że natura nie ocenia i nie dzieli, tylko regeneruje. Każde ciało, nawet najbardziej zmęczone, potrzebuje tylko odpowiedniego budulca, by wrócić do równowagi. I właśnie to uważam za naszą największą siłę: że jesteśmy częścią natury. A jeśli wracamy do tego, co naturalne, wracamy tak naprawdę do siebie.
Czy możesz opowiedzieć historię osoby, która szczególnie zapadła Ci w serce – kogoś, komu Twoja praca pomogła dokonać dużej przemiany?
Takich historii mam setki, ale jedna z nich szczególnie mnie poruszyła. Do tego stopnia, że nawet zawarłam ją w mojej książce „Przebudzenie do mocy”, wraz ze zdjęciami. To historia kobiety, która przyszła do nas z ogromnym problemem skórnym, prawdę mówiąc – z łuszczycą. Totalnie załamana młoda kobieta, która powinna cieszyć się życiem. Jej skóra odpadała kawałkami, a ona nie wierzyła, że cokolwiek może jej jeszcze pomóc.
Po kilku tygodniach jedzenia zielonej żywności, drobnych zmian nawyków i rozmowach, które dały jej przestrzeń na oddech, zobaczyłam w niej zupełnie inną osobę. Jej twarz rozjaśniała, oczy zaczęły błyszczeć, a jej skóra po kilku remisjach zaczęła nareszcie wracać do normalności. Dzisiaj, po ogromnej łuszczycy, ma jedynie ledwo widoczne ślady. Powiedziała mi: „Pierwszy raz od lat czuję, że wracam do życia.”
To nie była tylko poprawa zdrowia… to była odbudowa godności, siły i sprawczości. I właśnie dla takich momentów robię to, co robię.
Twoje książki noszą tytuły „Przebudzenie do zdrowia” i „Przebudzenie do mocy”. Co dla Ciebie osobiście oznacza „moc” i w jaki sposób każdy z nas może ją w sobie odkryć?
Moc to nie jest krzyk. Moc to nie jest siła na pokaz czy protesty pod Sejmem. Prawdziwa moc jest cicha, stabilna i głęboka. To ten moment, kiedy przestajesz się bać, bo wiesz, kim jesteś. Kiedy nie potrzebujesz akceptacji z zewnątrz, bo masz zgodę ze sobą. Każdy ma tę moc w sobie, ale często jest zasypana stresem, zmęczeniem, niewłaściwą dietą, brakiem snu i toksycznymi przekonaniami. Nie mówiąc o toksycznych ludziach. Zielona żywność pomaga ciału, ale moc budzi się, gdy człowiek zaczyna o siebie dbać świadomie – właśnie z tą miłością, a nie z przymusu.
Jakie codzienne rytuały, nawet te najmniejsze, pomagają Ci utrzymywać harmonię i wewnętrzną równowagę?
Mam kilka prostych rytuałów: poranek zaczynam od dużej szklanki ciepłej wody i 10 minut później soku z jęczmienia i kilkudziesięciu drażetek chlorelli. To mój „zielony zapłon”. Krótka medytacja lub wdzięczność przez nawet 2–3 minuty. Potem praca z ludźmi, spacery. Zawsze znajduję kontakt z naturą, która resetuje mi umysł szybciej niż cokolwiek. Wieczorna chwila ciszy, bez telefonu, kiedy podsumowuję dzień i pytam siebie: „Czy ja dzisiaj byłam dla siebie dobra?” Zwykle wychodzi, że byłam dobra dla wszystkich innych, a o sobie zapomniałam. Więc szybko nadrabiam zaległości i biorę ciepłą kąpiel w płatkach soli magnezowej. Rytuały nie muszą być wielkie, ale mają być świadome.
Współczesny świat bombarduje nas informacjami o zdrowiu, diecie i suplementach. Jak odnaleźć w tym chaosie własną drogę i nie pogubić się w sprzecznych radach?
Trzeba wrócić do dwóch rzeczy: intuicji i prostoty. Intuicja zawsze mówi prawdę, tylko trzeba dać jej miejsce. A prostota to klucz – warto wybierać to, co naturalne, nieskomplikowane i działa w zgodzie z naturą człowieka. Zawsze powtarzam ludziom: „Jeśli coś wymaga zbyt dużo teorii, żeby zrozumieć, jak działa, to zazwyczaj nie jest naturalne.” Natura nie komplikuje. I na tym warto się oprzeć.
Twoja praca to nie tylko dietetyka, ale też inspirowanie i dodawanie odwagi. Skąd Ty czerpiesz inspirację i siłę, aby wciąż wspierać innych?
Moim największym źródłem inspiracji są… ludzie. Ich historie, przemiany, ich „powroty do siebie”, no i ich radość! Czerpię siłę z natury, z ciszy, z momentów, kiedy mogę się spełniać. Też z głębokiego poczucia, że to, co robię, ma sens. Kiedy widzę, jak komuś zmienia się życie, to jest paliwo mocniejsze niż kawa. A właściwie tak mocne jak sok z trawy. Pomysły na rozwiązania spływają do mojej głowy same, ale kluczowe jest wykorzystanie indywidualnych talentów. Każdy z nas ma talent, ważne, żeby umieć go odnaleźć i zrobić z niego pożytek. A intuicja daje mi kierunek, przypomina mi, że wszystko jest procesem, a nie wyścigiem.
Twoje podejście do zdrowia ma charakter bardzo holistyczny – łączy ciało, umysł i duszę. Jakie znaczenie ma dla Ciebie duchowość w codziennym życiu?
Duchowość dla mnie to nie jest odlot w górę, a bardziej jest to zakorzenienie w sobie. To uważność na emocje, na sygnały ciała, na relacje z ludźmi, na to, co czuję, i na intuicję. To jest ta moja świadomość, że wszystko, co robię, zostawia ślad w moim zdrowiu, w innych ludziach, ostatecznie – efektem motyla – w całym świecie. Duchowość daje mi poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego, ale jednocześnie w pełni odpowiedzialni za swoją energię.
I ta odpowiedzialność jest piękna.
Patrząc na siebie sprzed 10–15 lat – co powiedziałabyś tamtej Annie, która dopiero stawiała pierwsze kroki w tej misji?
Powiedziałabym jej: „Ania, zaufaj sobie. Idź, nawet jeśli nie widzisz całej drogi. Wystarczy widzieć pierwsze kilka kroków. Twoje serce już tę drogę zna.” I dodałabym jeszcze: „Zobaczysz, czeka cię inny świat, tylko nie bój się być inna. Nie bój się iść wbrew trendom. To, co dziś wydaje się niszowe, jutro będzie ratowało ludziom życie. Zaufaj swojej intuicji.”
IG @annamazurczyk7
FB Anna Mazurczyk

